Na nową „Lalkę” czekałem z ciekawością. Duża polska produkcja, świetna obsada i jedna z najbardziej znanych historii naszej literatury dawały nadzieję na naprawdę mocne kino. Niestety po seansie zostało mi przede wszystkim poczucie niedosytu.
Od strony wizualnej trudno filmowi wiele zarzucić. Zdjęcia są bardzo dobre, scenografia robi wrażenie, kostiumy budują klimat epoki, a całość wygląda jak produkcja przygotowana z dużą dbałością o szczegóły. Dobrze wypada również muzyka – nie dominuje filmu, ale pasuje do obrazu i atmosfery.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
„Lalka” jest po prostu momentami nudna. Historia płynie, pojawiają się kolejne postacie i wydarzenia, ale brakuje w tym energii. Zabrakło mi również naprawdę wyrazistych bohaterów – takich, których charakter, emocje czy dialogi zostałyby w pamięci jeszcze długo po wyjściu z kina.
Najbardziej szkoda Wokulskiego i Izabeli, bo przecież to właśnie między nimi powinno pojawić się napięcie napędzające całą historię. Tymczasem obserwowałem ich losy bardziej z dystansu niż z rzeczywistym zainteresowaniem tym, co wydarzy się dalej.
I tu chyba leży mój największy problem z tym filmem. Technicznie wiele rzeczy zrobiono dobrze, ale sama opowieść nie wciąga. Można podziwiać kadry, Warszawę, wnętrza i kostiumy, a jednocześnie co jakiś czas zerkać, ile jeszcze zostało do końca.
Nie jest to zły film. Jest po prostu znacznie mniej angażujący, niż oczekiwałem po „Lalce” i takiej obsadzie.
Moja ocena: 5/10.
Ładnie zrealizowana ekranizacja, dobra muzyka, zdjęcia i scenografia. Ale zabrakło mi najważniejszego – emocji, tempa i bohaterów, którzy naprawdę przyciągaliby uwagę.

Piękna „Lalka”. Szkoda tylko, że trochę bez życia.
TH
